OFELIA – tekst do programu

admin - 30 marca, 2019 - Uncategorized /

Wnikliwy czytelnik Szekspira odkryje w wypowiedziach Ofelii cięty dowcip, intelekt, etyczną niezłomność i konsekwencję w demaskowaniu ludzkiej podłości i hipokryzji. Wyobrażenie postaci dramatu ustępuje jednak miejsca silniejszemu, sentymentalnemu jej wizerunkowi, którego najbardziej znaną reprezentacją jest obraz Johna Everetta Millais’a Ofelia. Unosząca się na wodzie, otoczona dziką roślinnością, piękna i dość efemeryczna, martwa już dziewczyna, której ostatnie, zatrzymane spojrzenie zdradza cierpienie i szaleństwo, stanowi pewien wizualny kod, równie rozpoznawalny, jak na przykład figura młodzieńca z czaszką w dłoni. Katarzyna Czeczot w książce Ofelizm. Romantyczne zawłaszczenia, feministyczne interwencje ujawnia także współczesną siłę tego wizerunku, przywołując choćby znane kadry z filmów – Godziny Daldry’ego czy Melancholia von Triera.
„Scena liryczna” Śmierć Ofelii Wyspiańskiego jest poniekąd świadectwem kulturowego konfliktu tych dwóch różnych postaci – szekspirowskiej i romantycznej. Logika tekstu, a także zastosowanie myślników, pozwalających rozróżnić dwa sprzeczne głosy, sprawiają, że poemat staje się dramatem. Skorzystał z tego Jerzy Fryderyk Wojciechowski, który nie zmieniając i nie skreślając w libretcie ani jednego wersu Śmierci Ofelii, napisał swoją operę na dwie solistki.
Pracując nad spektaklem uznaliśmy, że ujawnić należy także trzecią bohaterkę Ofelii, której biografia wpisana jest zaledwie w kilkanaście taktów. Tak jak nie dla wszystkich czytelny może być przekaz szekspirowskiej bohaterki, która rozdając „znaczące kwiatki” poszczególnym postaciom, niczym Kasandra rzuca im mroczne przepowiednie, tak kolejność cytowanych muzycznie piosenek Britney Spears stanie się oczywista jedynie dla fanek i fanów celebrytki lub osób z zaangażowaniem śledzących popkulturę. Warto więc chociaż wymienić w kolejności utwory, które Wojciechowski dyskretnie wplótł w partie wokalne: Oops, I did it again, Lucky, Gimme more, Baby one more time, Womanizer, Toxic, Everytime. Zmieniający się w wideoklipach wizerunek piosenkarki (w ostatnim zresztą bohaterka topi się w wannie!) jest nierozerwalnie związany z licznymi doniesieniami o skandalach i kryzysach jej prywatnego życia. Obraz kobiety, która goli sobie głowę w salonie fryzjerskim i niszczy przy pomocy zielonego parasola samochód nękającego ją paparazzo, został jednoznacznie odebrany jako dowód zaburzeń psychicznych, o czym zapewniali liczni specjaliści (i specjalistki) na portalach plotkarskich. Powstał nowy kod wizualny, ukazujący antywzorzec pozbawionej kontroli szalonej kobiety. Instalując ten konkretny wizerunek na scenie, powołując trzecią postać, której ekspresją jest ruch, staraliśmy się przepisać pewne znaczenia – dostrzec wyraz buntu, próbę wyzwolenia poprzez działania na przekór, na złość oczekiwaniom. Podobnie zresztą postępuje Katarzyna Czeczot z obrazem tonącej dziewczyny, chcąc zobaczyć ofelizm nie jako ilustrację tradycyjnych przekonań na temat płci, lecz jako strategię wywrotową wobec mizoginicznych założeń kultury Zachodu.
Tekst Wyspiańskiego z pewnością powiela tradycyjne klisze, definiujące kobiecość poprzez cielesność, emocjonalność czy naturę, które przez wieki uznawano za negatywne przeciwieństwa wartości „typowo męskich” – rozumu, opanowania i kultury. Jednym z dowodów takiego myślenia jest powtarzający się w Śmierci Ofelii wers „umrę, nie umrę”, który zdaje się być takim desperackim, organicznym i ostatecznym re-wersem słynnego „być albo nie być” – filozoficznej dywagacji Hamleta. Wyspiański umieszcza swoją wymyśloną bohaterkę w fatalnym społecznie położeniu, utrwalając także inne powszechnie podzielane przekonanie, że kobietą stać się może wyłącznie poprzez ślub, a następnie dzięki urodzeniu dziecka. „Panna jestem, dziewczyna” – mówi, a porzucona przez Księcia dodaje: „ja żyłam – nadaremno”. Zwraca na to uwagę Anna Kapusta w tekście Gestalt Ofelii (w książce Poza kanonem. Wyspiański) podsuwając inspirujący kontekst małopolskiego rytuału zaślubin ze śmiercią. By trup niedoszłej panny młodej nie uwodził/uśmiercał żywych, jej pogrzeb odprawiano w formie ślubu.
W „scenie lirycznej” Wyspiańskiego Ofelia, świadoma swej śmiercionośnej siły, wstydzi się – wobec ludzi, których przekonania, lęki i zachowania wyłączają ją ze wspólnoty i wobec samej siebie, gdyż bez pomocy mężczyzny – ojca, kochanka, księcia (a także Jezusa Chrystusa – nieprzypadkowo u Szekspira pada słynne: „Idź do klasztoru!”) nie jest w stanie decydować o własnym życiu. Przestraszona uczennica w szkolnym mundurku, pogrążona w smutku niedoszła panna młoda w sukni ślubnej to obok ogolonej, przepełnionej złością Britney kolejne klisze kulturowe, z których świadomie korzystamy. Figury te, podobnie jak rośliny zainstalowane na scenie i „tapeta” przywołująca słynny obraz topielicy, podkreślają sztuczność całego konstruktu, będącego konsekwencją męskiej egzaltacji. Zachwyt nad piękną, ale martwą (rozbrojoną) dziewczyną ma funkcję ujarzmiającą jej potencjał, który my staramy się uwolnić.
Z jednej strony te stereotypowe reprezentacje ułatwiają więc identyfikację z tak fantazmatycznym (młodopolskim i współczesnym) przedstawieniem kobiecości, z drugiej umożliwiają (feministyczny, emocjonalny i światopoglądowy) sprzeciw wobec tradycyjnych czy patriarchalnych, powszechnie wciąż utrwalanych schematów. Kolor naszego plakatu jest sygnałem kulturowej subwersji. Zmiana społecznych i politycznych realiów, o którą walczą dziś uczestniczki i uczestnicy feministycznych manifestacji, musi iść w parze ze świadomością kształtujących wyobraźnię zbiorową symboli, archetypów i kodów. Rolą sztuki (zaangażowanej) jest nie tylko formowanie nowych postaw, ale także krytyczna analiza modeli rzeczywistości, w jakich funkcjonujemy. Zwielokrotniona Ofelia, we wszystkich swoich emanacjach scenicznych i wirtualnych, bliższych lub dalszych także ze względu na usytuowanie wobec publiczności, nie daje się zanalizować, uprzedmiotowić w ramach narzuconego z góry (przez kogoś) dyskursu – nie daje się „wyreżyserować”. Zadaniem naszej (wspólnie wypracowanej) inscenizacji jest więc wyostrzenie jej konfliktu ze światem, stworzenie odpowiednich warunków dla zaistnienia performatywnego aktu, który zyska siłę realnej konfrontacji.
Ofelia nie stara się nikogo przekonywać, nie szuka empatii i nie prosi o litość. Ofelia nas zawstydza.

WIĘCEJ O SPEKTAKLU